Moje lektury

Zainteresowania zmieniały się z wiekiem. Na początku namiętnie jako nastolatka łykałam wszystkie powieści Ignacego Kraszewskiego i może wstyd się dziś przyznać, że przed maturą pod ławką czytałam "Winnetau" Karola Maya. Bez obaw, maturę zdałam. ;) Przyszedł czas na uzupełnienie lektur, których nie zdążyłam przeczytać w czasie studiów; Kawka, Schulz, Witkacy, Proust, komunista Sartre... Dziś czytam wszystko , co wyjaśnia meandry polityki i filozofii.

Często zadawane pytania

Wszystko zaczęło się od prostego pomysłu podsyconego głęboką pasją. Jako mała firma szczycimy się indywidualnym podejściem i zaangażowaniem w każdy szczegół. Nasze podejście opiera się na jakości, uczciwości i upewnianiu się, że wszystko, co robimy, odzwierciedla nasze dążenie do doskonałości.

Pytanie dotyczące recenzowanej książki?

Przykładowa odpowiedź na pytanie. Możesz dostosować treść, dodając rzeczywiste informacje, które chcesz napisać.

Czy ta książka może Cię zainteresować?

Przykładowa odpowiedź na pytanie. Możesz dostosować treść, dodając rzeczywiste informacje, które chcesz napisać.

Czy interesuje cię ten problem?

Przykładowa odpowiedź na pytanie. Możesz dostosować treść, dodając rzeczywiste informacje, które chcesz napisać.

Czy lubisz czytać książki?

Przykładowa odpowiedź na pytanie. Możesz dostosować treść, dodając rzeczywiste informacje, które chcesz napisać.

Może wolisz ebooki lub audiobooki?

Przykładowa odpowiedź na pytanie. Możesz dostosować treść, dodając rzeczywiste informacje, które chcesz napisać.

Jakie lektury najbardziej Cię interesują?

Przykładowa odpowiedź na pytanie. Możesz dostosować treść, dodając rzeczywiste informacje, które chcesz napisać.

A to moje notki

Na początek moje recenzje publikowane w blogu: Rozmyślania przy zmywaku mamy Katarzyny

Recenzje aktualne

Zdrowy rozsądek

Gdyby nie lektura “Wojny informacyjnej” Rafała Brzeskiego po każdej, tylko choćby pobieżnej przebieżce po tytułach portali dumnie głoszących o prawdzie najprawdziwszej, którą tylko one podają, poranna kawa  byłaby zbędna. Po wniknięciu  w treść tylko niektórych bulwersujących newsów wypadałoby szukać najbliższego schronu. A jak już zaczynamy przemyśliwać o ucieczce na antypody, to bez porady u psychiatry nie da się wyjść z dołka i myśli o końcu świata. 

Co z tym zrobić?

Autor “Wojny informacyjnej” radzi:

“Kierując się zdrowym rozsądkiem dobrze jest zastanowić się nad powodem, dla którego otrzymaliśmy taką a nie inną informację. Być może nam ją podsunięto? W przypadku najmniejszej wątpliwości dobrze jest zadać sobie pytanie dlaczego?”

Dobra rada. Trudno jedynie o ten zdrowy rozsądek. Bo niby skąd mam wiedzieć, że jest zdrowy? Przed laty sądziłam, że nic mu nie brakuje, a jednak do dziś nie znam odpowiedzi na fundamentalne pytania:

  • Kto układał  listy wyborcze Komitetu Obywatelskiego przy Lechu Wałęsie do wyborów kontraktowych? Czy miały parafkę Kiszczaka?

 

  • Dlaczego wynik wyborów z 4 czerwca 1989 tak przeraził ambasadę USA w Polsce?

 

  • Jaki byłby wynik dogrywki wyborczej, gdybyśmy gremialnie poszli do wyborów i unieważniali swoje głosy? Co zrobiliby wówczas uczestnicy tzw. porozumienia okrągłej zdrady przy okrągłym meblu?

 

  • Dlaczego mimo “szeptanki” (termin zapożyczony z książki) wśród działaczy opozycji o tym, że Wałęsa to Bolek nie wierzyliśmy w to?

 

  • I  najważniejsze pytanie; Naprawdę musieliśmy w pierwszych wyborach prezydenckich wybierać między “dżumą a cholerą”?

 

  • I ostatnie moje pytanie, na które do dziś nie znajduję odpowiedzi. Dlaczego zniszczono rozwijający się przy wyborach samorządowych  ruch oddolny Komitetów Obywatelskich?

To są moje pytania i zapewniam, że szukałam na nie przekonywującej odpowiedzi. Do dziś nie znalazłam. (Same opinie i hipotezy.) Oczywiście, pytań jest więcej i warto je zadawać, ale te zostawiam na później.

 

Jeśli nie znajdujemy odpowiedzi, tzn. że ulegliśmy dezinformacji i robimy wszystko tak jak chce przeciwnik?

Jeśli tak, to pozostaje z pokorą przyznać rację autorowi.

…wojna informacyjna sprowadza się do takiego otumanienia ludzi, żeby sami, z dobrej woli, wpakowali karki w jarzmo, przekonani, że jest to w ich najlepszym interesie”.

Na czym więc polega według autora wojna informacyjna?

 

Rafał Brzeski pisze o różnych sposobach  prowadzenia wojny informacyjnej.

W skrócie wygląda to tak, że “...Kali przekonać kogoś,  żeby ten ktoś sam przyprowadził mu swoje krowy, to jest to wojna informacyjna”.

Polega ona na narzucaniu informacji poprzez działania agentury, w tym agentury wpływu, za pomocą propagandy czy manipulacji.

Jeśli kogoś interesują szczegóły, odsyłam do lektury. Ręczę, że swoje reakcje na informacje też tam zobaczy.

W ramach dygresji dodam tu o swoich reakcjach:

Jeśli chodzi o mnie, to kilka razy dałam się podpuścić i trwoniłam czas na emocjonujące dyskusje. Teraz też mi się to zdarza, ale robię to świadomie. tak jak w przypadku prowokacji ukraińskiej.

Jestem pewna, że akcja prezydenta Zełenskiego z bohaterami z UPA jest prowokacją. Milczą bowiem Czesi i Żydzi, a przede wszystkim Rosjanie. Jeśli ich protestów nie zauważyłam, tzn. że nie były głośne.

Dlaczego więc podaję dalej wszystkie informacje o reakcjach polskich i światowych mediów,  a także opisy ludobójstwa Ukraińców na polskiej ludności w imię obłąkańczej ideologii Doncowa? 

Robię to świadomie, bo jest to szansa, by opinia społeczna na Zachodzie dowiedziała się, na jakich fundamentach Ukraina buduje swoją narodową tożsamość.

Na to ani #ko13grudnia, ani politycy ukraińscy czy agenci wpływu chyba nie byli przygotowani.

***

Rafał Brzeski bezpiecznie przekazuje nam teorię o informacji w służbie dezinformacji, ilustrując   licznymi przykładami z czasów carskiej Ochrany, Czeka sowieckiej Rosji… Nie skąpi barwnych opowieści o pracy wywiadu brytyjskiego czy wywiadu AK w czasie okupacji niemieckiej. Listy do niemieckich żon to prawdziwy majstersztyk wojny informacyjnej.

Dlaczego nazwałam to „bezpiecznym przekazywaniem”?

Kto może negować prawdziwość przekazywanej wiedzy, skoro autor dokumentuje ją licznymi przypisami i do tego wszystkie przykłady są już historią? Nie ma o co się sprzeczać ani grzmieć oburzeniem.

I tu mój niedosyt. Zamiast historycznych przykładów chciałabym, aby pojawiła się narracja o współczesnych akcjach prania mózgów, nie tylko polskich, od czasu walącego się muru berlińskiego. Czekam np.  na fachową, bez emocji, analizę procesu, urabiania, oswajania z aborcją, eutanazją czy tranzycją.   Owszem, są strony, portale, książki, które podejmują te tematy, ale zawsze jest to sprowadzane do światopoglądu.

A jak ten proces został zaplanowany, kto reżyserem, a kto wykonawcą,  jakie są jego etapy i komu on służy?

 

Niezależnie jednak od pewnego krytycznego spojrzenia na treści lektury muszę przyznać rację autorowi „Wojny informacyjnej”, że przed otumanieniem nas bronić może nie tylko zadawanie pytań, ale przede wszystkim zdrowy kręgosłup moralny.  Nie jesteśmy na straconej pozycji. Nie musimy ulegać panice i uciekać do schronu czy szukać porady u psychiatry. Nie wolno nam w żadnym wypadku uważać, że bitwa z góry przegrana, bo przeciwnik silniejszy i od świtu do nocy bombarduje nas rozgrzewającymi do białości ponurymi, groźnymi, newsami.